W grudniu 1970 r. Polska stanęła w obliczu gwałtownych wystąpień robotniczych na Wybrzeżu, które zostały krwawo stłumione przez władze komunistyczne. Był to przełomowy moment, który doprowadził do zmiany kierownictwa PZPR i zapisał się czarną kartą w historii PRL.

8 grudnia 1970 r. rząd pod przewodnictwem premiera Józefa Cyrankiewicza ogłosił w radiu decyzję o podwyżkach cen żywności i innych artykułów codziennego użytku (mięso średnio 18%, cukier 13%, ryby 17% itd.). Był to szok dla społeczeństwa, zwłaszcza że nastąpił tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Już 14 grudnia w Stoczni Gdańskiej im. Lenina wybuchł strajk – załoga zażądała odwołania podwyżek. Strajk rozlał się na inne zakłady Gdańska i Gdyni. 15 grudnia pod budynkiem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku doszło do starć – wzburzeni robotnicy podpalili gmach KW. Władza, zaskoczona skalą protestów, sięgnęła po rozwiązanie siłowe. I sekretarz partii Władysław Gomułka oraz minister obrony Marian Spychalski i szef MON gen. Wojciech Jaruzelski wydali rozkaz użycia wojska.

16 grudnia wojsko i milicja otworzyły ogień do demonstrantów pod bramą stoczni w Gdańsku – zginęło kilka osób (m.in. 18-letni Zbigniew Godlewski, którego ciało demonstranci ponieśli ulicami Gdyni jako „Janka Wiśniewskiego” upamiętnionego w słynnej balladzie). Najbardziej tragiczny dzień nastąpił 17 grudnia w Gdyni: nad ranem, gdy robotnicy szli do pracy do Stoczni im. Komuny Paryskiej, wojsko otworzyło do nich ogień na przystanku kolejki SKM Gdynia Stocznia. Zginęło kilkadziesiąt osób, w tym przypadkowi przechodnie i młodociani uczniowie. Tego dnia do dramatycznych scen doszło także w Szczecinie i Elblągu – również tam trwały protesty. Łącznie według oficjalnych danych grudzień ’70 pochłonął 45 ofiar śmiertelnych (najwięcej w Gdyni – 18) i ok. 1165 rannych.

Masakra na Wybrzeżu wstrząsnęła krajem. Społeczeństwo, dotąd ufne wobec Gomułki (uchodził za tego „swojego chłopa” z 1956 r.), poczuło się zdradzone i zastraszone. W samym aparacie partyjnym doszło do załamania nerwowego – Gomułka okazał się niezdolny opanować sytuacji, stąd frakcja „liberalna” pod wodzą Edwarda Gierka (szefa PZPR na Śląsku) wykorzystała moment. 20 grudnia 1970 r. na nadzwyczajnym plenum KC usunięto Gomułkę ze stanowiska I sekretarza „ze względu na zły stan zdrowia”. Jego następcą został Edward Gierek. Rząd Cyrankiewicza też wkrótce podał się do dymisji, nowym premierem został Piotr Jaroszewicz.

Nowa ekipa natychmiast zaczęła łagodzić napięcia. Gierek pojechał na Wybrzeże, spotkał się z załogą stoczni szczecińskiej 24 grudnia 1970 r. i słynnymi słowami „Pomożecie?” zdobył pewną dozę zaufania robotników (ci chóralnie odparli „Pomożemy!”). Władza obiecała wycofać część podwyżek, zrekompensować straty. Stopniowo sytuacja się uspokoiła.

Grudzień 1970 jednak na trwałe zapisał się w pamięci Polaków jako dowód, że władza „ludowa” gotowa jest strzelać do robotników – tych samych, w imię których rzekomo rządziła. Pogrzeby ofiar odbywały się po cichu, często w nocy, by nie gromadzić tłumów. W prasie cenzura przemilczała nazwiska zabitych. Wkrótce narosła wokół tych wydarzeń swoista legenda – ballada „Janek Wiśniewski padł” śpiewana w podziemiu, krzyże w Gdyni i Szczecinie stawiane w rocznice (ścigane przez MO).

Procesy poszczególnych sprawców nigdy się w PRL nie odbyły. Odpowiedzialność polityczną poniósł de facto tylko Gomułka (odsunięty i odizolowany), choć to nie on bezpośrednio rozkazywał strzelać (sporne pozostaje, kto wydał rozkaz użycia ostrej amunicji 17 grudnia w Gdyni – formalnie Jaruzelski?). Dopiero w wolnej Polsce ruszyły śledztwa w sprawie Grudnia ’70 – jednak żaden z wysokich dygnitarzy (np. Stanisław Kociołek, ówczesny wicepremier namawiający gdynian do pójścia do pracy 17 XII) nie został prawomocnie skazany, procesy umorzono ze względu na stan zdrowia oskarżonych lub brak dowodów na ich osobiste winy.