W 410 roku n.e. wieczne miasto Rzym, niezdobyte przez obcych najeźdźców od prawie 800 lat, padło ofiarą najazdu germańskich Wizygotów. Plemiona Wizygotów, które osiedlono wewnątrz imperium po buncie i bitwie pod Adrianopolem (378), przez kolejne dekady wędrowały po Bałkanach, a następnie weszły do Italii pod wodzą króla Alaryka. Wizygoci początkowo służyli jako sprzymierzeńcy cesarza Zachodu, lecz konflikty o ziemie i zaległy żołd doprowadziły do wrogości. Alaryk dwukrotnie oblegał Rzym w latach 408–409, wymuszając ogromne okupy. Kiedy jednak obietnice Rzymu znów zostały złamane, w sierpniu 410 r. Wizygoci ponownie stanęli u bram miasta. 24 sierpnia 410 r. bramy Rzymu zostały otwarte – według tradycji przez zbuntowanych niewolników germańskich wewnątrz murów – i hordy barbarzyńców wdarły się do środka.

Przez trzy dni Wizygoci plądrowali Rzym. Splądrowano pałace patrycjuszy, rezydencje cesarskie, wdzierano się do świątyń i kościołów (choć według kronik Alaryk nakazał oszczędzać kościoły chrześcijańskie, zwłaszcza bazylikę św. Piotra, jako miejsca schronienia). Wiele bezcennych skarbów zaginęło lub zostało wywiezione. Choć skala zniszczeń fizycznych miasta nie dorównywała późniejszym grabieżom (np. wandalskiej w 455), to szok moralny był ogromny. Św. Hieronim pisał: „Głos po zburzeniu [Rzymu] całego świata” – tak wielkie wrażenie wywarła wieść o upadku Rzymu na mieszkańców imperium. Wydarzenie to podważyło wiarę współczesnych w wieczność i niezwyciężoność Rzymu. Św. Augustyn, reagując na kryzys duchowy Rzymian, napisał wkrótce traktat „O Państwie Bożym”, tłumacząc że ziemskie królestwa przemijają. Zdobycie Rzymu przez Alaryka w 410 r. symbolicznie oznaczało początek końca Cesarstwa Zachodniorzymskiego – choć samo imperium istniało jeszcze kilkadziesiąt lat, aura jego nimbu i potęgi legła w gruzach, a barbarzyńcy udowodnili, że nawet stolica świata nie jest poza ich zasięgiem.