W sierpniu 1980 roku w Polsce, kraju rządzonym od 1945 przez reżim komunistyczny zależny od ZSRR, doszło do bezprecedensowego masowego buntu pracowniczego, który dał początek NSZZ „Solidarność” – pierwszemu niezależnemu związkowi zawodowemu w całym bloku wschodnim. Po trudnej dekadzie lat 70., naznaczonej kryzysem gospodarczym i długami zagranicznymi ekipy Edwarda Gierka, społeczeństwo było sfrustrowane rosnącymi cenami i brakiem swobód obywatelskich. Iskrą zapalną stała się ogłoszona w lipcu 1980 podwyżka cen żywności. Wybuchła fala strajków w zakładach przemysłowych na Lubelszczyźnie (tzw. „lubelski lipiec”), która w sierpniu przeniosła się na Wybrzeże Gdańskie – historyczny ośrodek protestów robotniczych (jak w 1970, krwawo stłumionych).
14 sierpnia 1980 stanęła Stocznia Gdańska im. Lenina. Strajk, początkowo wywołany zwolnieniem Anny Walentynowicz, szybko przekształcił się w bunt o szerszych postulatach. Na czele komitetu strajkowego stanął elektryk Lech Wałęsa – charyzmatyczny robotnik, wcześniej uczestnik protestów 1970 i 1976.
Władze, początkowo zaskoczone skalą protestu, zdecydowały się na negocjacje, obawiając się sparaliżowania gospodarki i wybuchu otwartego konfliktu (pamiętano tragiczny grudzień 1970). W drugiej połowie sierpnia delegacje rządowe podjęły rozmowy z MKS-ami w Gdańsku, Szczecinie i Jastrzębiu. 31 sierpnia 1980 Lech Wałęsa i wicepremier Mieczysław Jagielski podpisali tzw. Porozumienia Sierpniowe w Gdańsku. Na sali BHP stoczni, przy olbrzymim krzyżu i portretach papieża Jana Pawła II i prymasa Wyszyńskiego, ogłoszono zwycięstwo strajku. Władza zgodziła się na utworzenie nowych, niezależnych związków zawodowych oraz spełnienie części pozostałych postulatów (m.in. ograniczenie cenzury, wprowadzenie wolnych sobót, poprawę zaopatrzenia). Podobne porozumienia podpisano dzień wcześniej w Szczecinie (30 sierpnia) i 3 września w Jastrzębiu (gdzie dodatkowo ustalono stopniowe ograniczenie szkodliwych czterobrygadowych systemów pracy w górnictwie).
Władze PZPR znalazły się w trudnej sytuacji – musiały tolerować istnienie Solidarności, ale czuły zagrożenie dla swej monopartii. W Moskwie Leonid Breżniew i inni liderzy bloku patrzyli z przerażeniem na polskie wydarzenia – w 1980 nie zdecydowano się jednak na interwencję zbrojną (jak w 1956 na Węgrzech czy 1968 w Czechosłowacji), być może z powodu wielkości Polski i ryzyka wielkiego rozlewu krwi. Jednak ZSRR naciskał na polskich komunistów, by „rozwiązali problem”.