Po abdykacji Jana Kazimierza w 1668 r. Rzeczpospolita stanęła przed wyborem nowego władcy. Szlachta, zmęczona rządami obcokrajowców i wszechwładzą magnatów, niespodziewanie sięgnęła po kandydata z rodzimej, choć niedynastycznej rodziny. Wybór padł na młodego szlachcica z jednego z najbardziej znamienitych rodów kresowych – Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Był on synem słynnego Jeremiego Wiśniowieckiego, wojewody ruskiego, który zasłynął bohaterską obroną zamku w Zbarażu podczas powstania Chmielnickiego. Nazwisko Wiśniowieckich cieszyło się uznaniem wielu szlachciców (zwłaszcza drobnej szlachty ruskiej), a ponadto Michał Wiśniowiecki uchodził za “Piasta” – krajowca, którego wybór miałby zapewnić niezależność od wpływów zagranicznych magnatów.

Michał Korybut Wiśniowiecki został wybrany królem w 1669 r. w atmosferze dość nieoczekiwanej jednomyślności drobnej szlachty, choć magnaci byli podzieleni. Był to władca o skromnych zdolnościach politycznych i wojskowych, nie mający doświadczenia – jego kandydatura zwyciężyła raczej jako symbol. Niestety, rychło się okazało, że rządy Michała będą bardzo trudne. Nowy król stanął wobec potężnej opozycji magnackiej (zwłaszcza stronnictwa francuskiego z hetmanem Janem Sobieskim na czele oraz prohabsburskiego pod wodzą rodziny Paców na Litwie), które lekceważyły “szlacheckiego” monarchę. Sejmy za Michała często zrywano – paraliżując rządy. Sam Wiśniowiecki był człowiekiem łagodnego usposobienia, ale niezdecydowanym i pozostającym pod wpływem różnych klik dworskich. W społeczeństwie, rozczarowanym brakiem energii króla, krążyły złośliwe rymowanki (nawiązywano np. do jego zajęć – miał rzekomo lubić grać na lirze korbowej, stąd kpiny z “króla lirnika”).

Najpoważniejszym wyzwaniem okazała się kontynuacja konfliktu z Imperium Osmańskim. W 1672 r., korzystając z chaosu i słabości Polski po “Potopie”, Turcja zaatakowała Rzeczpospolitą, pragnąc rozszerzyć wpływy na Ukrainie. Ogromna armia sułtana Mehmeda IV wkroczyła w granice RP. Hetman wielki koronny Jan Sobieski, dopiero zdobywający sławę, próbował bronić Podola, ale przewaga wroga była zbyt duża. Turcy zdobyli w 1672 r. twierdzę Kamieniec Podolski, klucz do Podola – co wstrząsnęło krajem (Kamieniec uchodził za niezdobytą fortecę). Król Michał wraz z senatem, nie mając dostatecznych sił do walki, zgodził się na upokarzający pokój w Buczaczu (1672): Rzeczpospolita oddała Turcji całe Podole z Kamieńcem i południową część prawobrzeżnej Ukrainy, a ponadto zgodziła się płacić coroczny haracz sułtanowi. Był to pierwszy raz w historii, gdy polski król przyjął warunki wasalne wobec Turcji – naród odebrał to jako hańbę. Sejm początkowo odmówił ratyfikacji takiego traktatu i postanowił kontynuować wojnę.

Na czele obozu przeciw tureckiego stanął hetman Jan Sobieski, który wziął na siebie ciężar ratowania sytuacji. W 1673 r. polska armia, nadal formalnie pod władzą króla Michała (choć ten nie brał udziału bezpośrednio), ruszyła przeciw Turkom stacjonującym na Ukrainie. 11 listopada 1673 r. Jan Sobieski odniósł wielkie zwycięstwo w bitwie pod Chocimiem – rozbił armię turecką Husajna Paszy. Była to wspaniała rehabilitacja po Buczaczu: wojska koronne zdobyły obóz nieprzyjaciela, ogromne łupy i przywróciły morale. Wieść o polskim triumfie zbiegła się niemal dokładnie z inną nowiną – 10 dni po bitwie, sobiepan król Michał Wiśniowiecki zmarł (16 listopada 1673 r.) nagle w wieku 33 lat, prawdopodobnie na skutek choroby (podejrzewano kamicę nerkową). Jego śmierć zatrzymała formalnie działania polityczne – kampania przeciw Turkom została przerwana, a armia wróciła na elekcję nowego monarchy.

Król Michał Korybut Wiśniowiecki, choć prywatnie ponoć poczciwy i wykształcony (znał kilka języków, interesował się nauką), okazał się władcą nieudolnym w niesprzyjających czasach. Jego krótki, czteroletni okres panowania upłynął pod znakiem bezwładu wewnętrznego (zrywanie sejmów, koterie magnackie wyniszczające się nawzajem) i klęsk zewnętrznych (Buczacz). Pozostał w pamięci jako tragiczny epizod – “król wybrany przez szlachtę na złość magnatom”, który nie sprostał oczekiwaniom. Być może najcenniejszym dziedzictwem tych lat była gwiazda Jana Sobieskiego, która rozbłysła w potrzebie i wskazała szlachcie nowego, charyzmatycznego przywódcę na króla.